siadając na ziemi przed nią i tłukąc orzechy No... ale pana Fedyckiego pani chyba woli?
ŻONA
Pewnie! wszystko, co zrobię, co powiem, to mu się podoba - nie potrzebuję się krępować... ja się w nim kocham, a jakże - daj mi, panna Mania, orzecha - bardzo nawet się w nim kocham...
PANNA MANIA
patrząc na Żonę spod oka I on pewnie?...
ŻONA
No... spodziewam się. Robaczywy! Zresztą my z jednego świata...
PANNA MANIA
Może szkoda, że się z paniusią ten nie ożenił.
ŻONA
Także coś? Taki Fedycki to do kochania, a nie do żenienia.
PANNA MANIA Może.
Idzie do kuchni
Wody się pójdę napić, bo mi już te święta zaczynają dojeżdżać54. Idzie do kuchni, słychać na ulicy brząkanie mandolinistów
ŻONA
chwilę słucha, wreszcie pada na poduszki sofy
PANNA MANIA
Zosia poszła już po małą. Wzięła klucz. O! brząkacze idą!... Biegnie do okna
Grają polkę... dziś tak będzie całą noc... Hecownie!...
ŻONA
Dawniej to lubiłam, jak grali... teraz czegoś nie cierpię.
PANNA MANIA
siada nisko przy sofie i przyciąga do siebie poduszkę, potem mówiąc, powoli układa się na ziemi
A ja to paniusi czasem zajzdraszczam55. Mieć swój kąt i człowieka, co o wszystkim myśli.
ŻONA
Krowie też w oborze nic nie brak.
dojeżdżać - tu: dokuczać, doskwierać. zajzdraszczam - zazdroszczę.