Rada Szkolna Krajowa - kolegialny, najwyższy organ władzy szkolnej w dobie autonomii galicyjskiej, z siedzibą we Lwowie, podległy Sejmowi Krajowemu.
siada mu na kolana - on w trakcie tej kwestii bierze ją na ręce i kładzie na szezlongu Nie mogę, kiciąteczko z aksamitnymi łapkami, bo muszę iść. Wpadłam tylko tak, żeby ci nie zrobić zawodu i w ten ukochany pyszczek ucałować. Ach! jak mi tu u ciebie dobrze. Tak jakoś swojsko! Tak jakoś przytulnie... Tak po mojemu. Ja sobie myślę, że cała przyczyna mojego nieszczęścia, to jest to, że ja i on jesteśmy z innego świata. - Ja niby z takiego, co chce żyć, a on z takiego, co to tylko myśli! - On czasem mówi coś o tej... kulturze!... Każden ma kulturę... nawet kartofle i gruszki. Daj mi koniaku!
FEDYCKI
Masz.
ŻONA
Ja i ty... to jak dwie rękawiczki. Jedna myśl, jedno usposobienie... Mój Fed... Mój Fed... moje życie... moje złotości...
FEDYCKI
Zdejm futro...
ŻONA
Nie... nie... muszę iść... no...
FEDYCKI
siada zadÄ…sany na szezlongu
E!
ŻONA
Nie gniewalam się, nie gniewalam się... Taka jestem zmęczona. Całe rano łaziłam po Radzie Szkolnej97.
FEDYCKI Ty?
ŻONA
Ja. Chcą go przenieść do innego gimnazjum. Więc trzeba zapobiec. On przecież sam się nie ruszy. Ja muszę. Czekaj... coś ci ciekawego pokażę. Uśmiejesz się. Patrz... Wyjmuje z torebeczki karteczkę papieru
To dziś znalazłam nagryzmolone na jego biurku. Tylko słuchaj: „Dobry łotr był zbawiony nie tylko w myśl zasady chrystianizmu, ale w najdoskonalszym znaczeniu tego słowa. - Przed śmiercią istota nadzwyczaj rozumna potrafiła mu wykazać, że jego dusza nie była niepotrzebna, że i ona była dobra i nie przeszła niepostrzeżenie na tej ziemi". Zrozumiałeś? Ale szczyt wszystkiego, dalej - „umarł - szczęśliwy, bo był kochany w ostatniej chwili"... Śmieje się
„Szczęśliwy - w ostatniej chwili". Co mu po ostatniej chwili? Całe życie! całe życie kochać się... to jest szczęście... kochać się jak dwa wariaty, jak ty i ja... jak Fed i ona!... Przewraca się na szezlong, śmiejąc się
I wiesz, co najkomiczniejsze, to to, że aby pisać takie bzdury, on wstaje po nocy. Nawet pantofli nie włoży!... Nastaw mi jeszcze gramofon, żeby odetchnąć po tych głupstwach.