SCENA SIÓDMA
Fedycki - Żona - Wdowa
FEDYCKI biegajÄ…c po pokoju
Wolałbym, żeby nie wiem co... żebym nogi połamał, niż takie coś żeby się stało.
ŻONA
Nie - ja do niego z całym sercem, chcę go ratować, nie dbam o nic - a on mi się tak wywdzięczył. Widziałeś sam, co to za człowiek.
FEDYCKI
Daj spokój! To wszystko przez ciebie. My byśmy go sami otrzeźwili.
ŻONA
Nieprawda. A potem, to był mój obowiązek żony. Ale ani on, ani ty nie umiecie mnie ocenić. Ani mego serca, ani nic.
FEDYCKI
Nie trzeba być głupią...
ŻONA
Nie - teraz ty zacznij. Do kompletu! Możecie sobie obaj podać rączki. Wart pac pałaca. Gdzie moja wualka?
FEDYCKI
To trzeba być z rozumu obraną... Ja dałem słowo honoru... Jak ja teraz wyglądam w jego oczach!
WDOWA
wchodzi
Poszedł prosto - ani się nie zatrzymał... tylko tak trochę idzie niepewnie...
ŻONA
Nic mu nie będzie do samej śmierci! To ja tylko ślicznie na tym wyszłam.
FEDYCKI
siedzi na szezlongu No... i ja...
ŻONA
Pewnie. Ciekawa jestem, co ci się stanie. A ja teraz do domu wrócić nie mogę... Co ja zrobię ze sobą? No... Do Fedyckiego Radźże teraz ty...
FEDYCKI
Cóż ja ci mogę poradzić?...