ŻONA
Jak Boga kocham, lepiej z mądrym zgubić, jak z głupim znaleźć...
FEDYCKI
Napisz do niego list.
ŻONA
A ty się dopisz... a to wymyślił... Pójdę do mojej matki... on jej gotów zaraz dać znać... Ale co ja jej powiem... co ja jej powiem... to oszaleć można... Wylatuje jak szalona
SCENA ÓSMA
Wdowa i Fedycki
WDOWA
patrzy przez okno
Pędzi prosto jak wariatka! oho, już jej nie widać. Dobrze panu tak... po co było obcych bogów szukać.
FEDYCKI
wściekły
A pani siÄ™ mnie nie czepiaj.
WDOWA
Ja się nie czepiam. Ja tylko mówię tak, jak jest. Jak ta pani przyszła, to ja sobie zaraz powiedziałam - albo to coś bardzo porządnego, albo nic warte. I nie pomyliłam się.
FEDYCKI
A ja pani mówię, że jak pani będzie mnie irytować, to się na pani wszystko skrupi.
WDOWA
O! i fotel zniszczony...
FEDYCKI
Zapłacę!
Wdowa macha ręką
Zastawię pianino albo rower i zapłacę.
WDOWA
Tego pan nie zrobi, bo to wzięte na raty.
FEDYCKI
w paroksyzmie wściekłości
Zrobię... zrobię... zrobię... A pani nic do tego... Ja nie chcę pani opieki... pani jęczenia... pani miłości... pani całej... Ja w ogóle nie chcę kobiet... mam ich po póty... o!... Chwyta czapkę, futro i leci do przedpokoju