DZIECKO Tak...
PANNA MANIA
Ja włożę cukier do herbaty pana profesora.
MĄŻ
Dziękuję.
PANNA MANIA
No... jakże mam zrobić? czy tak jak z Lili? gwałtem napoić?
MĄŻ
O! cóż znowu? Pije herbatę
A!...
PANNA MANIA
A tu papierosik - a tu popielniczka...
MĄŻ
Dziękuję... doprawdy, pani taka dobra.
PANNA MANIA
Proszę pana, dla takiego, jak pan, człowieka, toby kobieta duszę oddała.
MĄŻ
zamyślony
Tak... tylko trzeba mieć tę duszę.
PANNA MANIA
Naturalnie. Ale też takie coś, co nie ma duszy, to nie zasługuje, żeby się nawet za nim obejrzeć.
Do Dziecka
Liluś pójdzie spać! Pocałuje tatusia w rączkę i spać!
Odprowadza Dziecko - potem wraca i siada na miejscu Dziecka przy stole
Po chwili
A ja będę szczera. Chce pan profesor? Ja strasznie nie lubię tak coś w bawełnie. Proszę mi nie brać za złe i niech pan pamięta, że nie trzeba serca ludzkiego, jak idzie do człowieka, odpychać. A zwłaszcza, że pan dobrodziej, to już jest taki człowiek, że potrzebuje mieć koło siebie ludzkie serce. - Przed własną matką się pan profesor tak nie otworzy, bo zawsze starsza pani tak wszystkiego nie zna jak ja, com to tutaj tak całe życie pana na pamięć umiała... Nie gniewa się pan?...
MĄŻ
miękko
Za cóż mam się gniewać?
PANNA MANIA
Niby, że ja szwaczka...