MĄŻ
wstaje i siada na fotelu koło szezlongu Och!... jakie to wszystko ciężkie...
PANNA MANIA
To pan profesor straciłby miejsce, jakby to nie załatwiło się zgodnie. A potem matka pana profesora, przecie staruszka.
MĄŻ
Ja też jeszcze raz powtarzam, że pojedynkować się z nim nie będę.
PANNA MANIA
Ja tam nie wiem, jak to było. Zastał ich pan razem czy co?
Przysiada na krześle, na którym Mąż pierwej siedział. Mąż kiwa głową
A widział kto trzeci, że pan ich widział?
Mąż kiwa głową
A! to źle!... a kto?
MĄŻ
JakaÅ› pani...
PANNA MANIA
Kobieta? No - to się nie liczy. A zresztą jechał ich sęk. - Pan profesor powinien na mszę dać, że się tak stało.
Przysiada siÄ™ na szezlongu do profesora
Jakie pan profesor miał tu życie? Ciągłe sprzeczki? awantury? A! ja biedna, a nie chciałabym w takim piekle żyć!... Teraz pan profesor z Lilusiem będzie sobie spokojnie żył... Ja się domem zajmę. Będzie cicho, będzie dobrze... Ja panu profesorowi proch sprzed nóg będę zmiatać... Taki mądry. taki zacny, taki święty człowiek... No co? czy ja niedobrze radzę?
MĄŻ
Ja to wszystko sam przemyślałem przez tę noc... tylko...
PANNA MANIA
A co? a co?... jak to dobrze, że ja nic nie powiedziałam takiego, co by panu profesorowi wydało się głupie. I to zaraz by trzeba zrobić. Panie profesorze! Ja tego Fedyckiego znam na wskroś. On nie jest zły... jak Boga kocham. On jest tylko taki głupi!... Niech pan profesor go zawoła i powie mu - teraz każę ci panią profesorowę, to jest nie... tę panią wziąć sobie ode mnie i ożenić się... jaką tam chcesz modą. Inaczej on od niej ucieknie i będzie znów skandal, bo ona się będzie chciała do pana profesora wrócić. A to przecie panu profesorowi w Radzie Szkolnej zaszkodzi.
MĄŻ
wstaje, idzie ku drzwiom i wraca On nie przyjdzie!
PANNA MANIA
wstała
Przyjdzie... ja go wezmę, ja mu to roztłomaczę... ja go tu przyprowadzę. No... Panie profesorze, to jakby ząb wyrwać albo do spowiedzi pójść. A ja panu profesorowi powiem, że przez wielkie zmartwienie dochodzi się do szczęścia. Jak Pana Boga kocham! idę...