ŻONA
To pan naprawdÄ™ siÄ™ ze mnÄ… rozchodzi?
MĄŻ
NaprawdÄ™.
ŻONA
Nie daruje pan?
MĄŻ
Nigdy! nigdy! nigdy!
ŻONA
Dobrze...
idzie do szezlongu, szybko siadu na nim i podpiera brodÄ™ - chwila milczenia
MĄŻ
Za chwilę tu przyjdzie ten... pan. Ja wymogłem to na tobie, aby uniknąć skandalu, że mam -się z nim zobaczyć. - Pani tego nie zrozumie, że to jest wielka ofiara z mej strony. Ale to mniejsza. Tu chodzi o to, aby, jak to powiedziałem, nakreślić plan dalszego pani życia.
ŻONA
A cóż on będzie miał w tym do czynienia?
MĄŻ
Jak to? co? - Wybrany przez panią... teraz będziecie iść razem. Zresztą - to się omówi. - Bo, widzi pani. Tu jest coś więcej w tym domu jak panine meble. - Oprócz nas trojga w tej tragedii - jest jeszcze ktoś czwarty... to... małe, drobne, tam... w moim pokoju!... Pokazuje na drzwi swego pokoju
Jak więc pani widzi, jest nas czworo - i dla czworga trzeba stworzyć jakieś warunki życiowe, skoro te, które były, pani rozbiła.
ŻONA
zrywa się i chce iść do pokoju Męża Co tu dużo gadać? Ja biorę Lilę.
MĄŻ
zastępuje jej drogę
To nie... Ja nie chcę, aby nawet cień pani na Lili postał.
ŻONA
Więc pan chce żyć sam? beze mnie?
MĄŻ
cofa się na powrót na dawne miejsce
Tak. ŻONA
To siÄ™ panu nie uda. Pan sobie rady nie da.