go... Dla dziecka! My z życia - ono w życie... Pan się z nią ożeni - i to mi tu zagwarantuje... Przedtem, jakbyście się nie znali, aby nie powiedziano, że ta pani zaślubiła swego dawnego kochanka.
SCENA SZÓSTA
Mąż - Fedycki - Żona
ŻONA
wpada między nich
A wy obaj jakim prawem moim życiem rozporządzacie? Ja ani jednego, ani drugiego nie chcę. Mam już tego wszystkiego dosyć! Ja pójdę przez życie sama. To mi się podoba.
MĄŻ
Będzie, jak ja chcę!
ŻONA
„Będzie, jak ja chcę. Pan ją weźmie" - a ten nie chce, co to takiego?
FEDYCKI O! widzi pan... mówiłem. To charakter?
ŻONA
Co pan mówiłeś? Co? Pan masz tu najmniej do gadania... Przez pana to wszystko. Ale ja mam teraz naukę, że byłam za dobra. Teraz pójdę sama.
FEDYCKI Co pani będzie robić?
ŻONA
WstÄ…piÄ™ do teatru.
MĄŻ
Ja zakazujÄ™ pani. FEDYCKI
Pozwól pan... zrobi klapę... zasypie się... nikt jej nie weźmie.
ŻONA Co? jak?
MĄŻ
Nie - to już dosyć. Zanadto męczy mnie. To już rzecz państwa. Proszę się porozumieć.
ŻONA
A jeżeli my nie chcemy - co nam zrobisz? Stoją arogancko oboje naprzeciw profesora